Na oficjalnej stronie DC Comics można znaleźć preview najnowszego, trzeciego numeru serii Vigilante. Pierwsze strony znajdziecie tutaj. Recenzja tego numeru jeszcze w tym tygodniu znajdzie się na blogu.
niedziela, 22 lutego 2009
Preview: Vigilante #3
wtorek, 3 lutego 2009
Vigilante #2 - recenzja
W styczniu panowanie na okładkach komiksów z wydawnictwa DC przejęli złoczyńcy. W Action Comics mamy Lexa Luthora, w Green Arrow/Black Canary Merlyna, natomiast w drugim numerze Vigilante… tytułowego bohatera. I już pierwsze sceny tego zeszytu uchylają nam rąbka tajemnicy co do takiego posunięcia wydawcy. Otóż nowy Vig, w przeciwieństwie do Adriana Chase’a nie zaczyna swojej krucjaty przeciwko złu z czystym sumieniem. Pozwala to mieć nadzieję na naprawdę ciekawe psychologiczne rozwinięcie tej postaci i mam nadzieję, że Marv Wolfman, twórca bądź co bądź renomowany w świecie komiksów, będzie w stanie wynieść tą postać ponad tradycyjny wizerunek zamaskowanego mściciela.
W najnowszym numerze kontynuujemy bezpośrednio wątki premierowego zeszytu. Vigilante trafia do więzienia w celu przesłuchania jednego z więźniów, który może posiadać informacje na temat zamachów bombowych na kandydatów na prezydenta. Jak już wspomniałem w recenzji poprzedniego numeru, dobrze się stało, iż ktoś postanowił nawiązać do tamtej historii, która niewątpliwie miała w sobie potencjał. Problem tej historii polega jednak na tym, że tak naprawdę ludzie oczytani w świecie DC już od jakiegoś czasu doskonale wiedzą kto i dlaczego odpowiadał za tamte wydarzenia, tak więc efekt zaskoczenia jest tu wręcz zerowy.
Śledzący losy uniwersum DC wiedzą zapewne, iż początkowo nowa seria Vigilante miała nawiązywać do historii 321 Days z serii Nightwing, gdzie swoją drogą zadebiutował nowy Vig. Opóźnienia spowodowały jednak zmianę tych planów. Zamiast tego dostaliśmy nawiązanie do mini serii Decisions. Odstęp czasowy między tamtą opowieścią a początkiem tej serii jest mniejszy, jednakże nie można oprzeć się wrażeniu, że gdyby seria wystartowała w trakcie lub natychmiast po Decisions, to radość z czytania byłaby niewątpliwie większa.
Jeśli już o historii mowa, to muszę przyznać, iż tym razem Wolfman dostarcza trochę ciekawszy scenariusz od tego do zeszytu nr 1. Już pierwsza, ironiczna scena egzekucji Executionera pokazuje, że Marv potrafi nadal potrafi pozytywnie zaskoczyć czytelnika czymś nowym. Fakt, w tym numerze znów mamy kilka odgrzewanych motywów kryminału, jak na przykład postać Drudge’a – wielkiego, złego zabijaki, który przewodzi reszcie współwięźniów, jednak zdecydowanie więcej tu nowych pomysłów na rozegranie starych i sprawdzonych scen.
Jak już nie raz wspominałem, na plus zaliczę każde nawiązanie do realnego świata. Tym razem nie sposób nie zauważyć ciekawego epizodu w siedzibie FBI. Tak, zamiast Checkmate’u czy innych fikcyjnych agencji, wreszcie mamy stare dobry biuro śledcze. Może to niewiele, ale na pewno wpływa na ogólne postrzeganie historii. Tej właśnie agencji spodziewałbym się bardziej w komiksie o Vigilante niż wszelkich super grup. Ponadto, miło jest zobaczyć nawiązania do poprzedniej serii, jak i do samego Adriana Chase’a.
Kolejnym solidnym elementem jest wspomniany wcześniej Executioner. Pamiętając świetne konfrontacje między oryginalnym Vigilante a Executionerem, wypada mi mieć nadzieję, że Dorian i Buchinsky stworzą nie gorszą dynamikę niż ich poprzednicy. Jednym z najciekawszych aspektów walki Chase’a z oryginalnym Executionerem było odmienne postrzeganie roli mściciela oraz wynikające z tego konflikty. Ostatnie linijki tekstu pozwalają mieć nadzieję, iż rzeczywiście czeka nas interesująca podróż do wnętrza umysłu Doriana.
Tak więc jeśli chodzi o warstwę scenariuszową, Wolfman poprawia się względem ostatniego numeru. Szkoda, że nie można powiedzieć tego samego o części graficznej komiksu. Rick Leonardi po raz kolejny dostarcza nam nierówne i miejscami wręcz słabe prace. Trudno oczekiwać, by sytuacja miała ulec zmianie w najbliższej przyszłości, dlatego też trzeba uzbroić się w cierpliwość i liczyć, że prędzej czy później ktoś w DC będzie miał jednak odwagę podziękować Leonardiemu za współpracę. Swoją drogą, patrząc na całkiem niezłe prace Ricka z przeszłości, zaczynam się zastanawiać na ile tusze Johna Stanisciego wpływają na ostateczny art work. Bez zarzutu spisuje się za to solidna okładka autorstwa Walta Simonsona. Może właśnie on mógłby zając się kiedyś interiorami do Vigilante?
Podsumowanie niniejszego numeru wygląda więc następująco: mamy mimo wszystko lepszą historię niż w premierowej odsłonie serii, natomiast rysunki nadal nie zachwycają i trzeba będzie, niestety, jakoś przetrwać twórczość Leonardiego. Choć opowieść jak do tej pory na kolana nie rzuca, to liczę jednak, iż gdy będzie nam dane poznanie całej fabuły w formie wydania zbiorczego. Inna sprawa, że za sprawą warstwy graficznej trudno tak naprawdę zainteresować się tym tytułem. Rysunki odstraszają i sprawiają wrażenie, że DC nie ma zbyt dużej wiary w sukces tej serii.
poniedziałek, 26 stycznia 2009
Dotychczasowe występy nowego Vigilante
sobota, 24 stycznia 2009
Vigilante #1 - wyniki sprzedaży
czwartek, 22 stycznia 2009
Preview: Vigilante #2
sobota, 27 grudnia 2008
Vigilante #1 - recenzja
Dlatego też nie ukrywam, że z dużymi nadziejami wiązałem powrót do świata DC tej postaci w zapowiedzianej już jakiś czas temu nowej serii. Niewątpliwą zachętą dla mnie był fakt, iż za fabułę nowego tytułu odpowiadać będzie twórca oryginalnej serii – Marv Wolfman. Natomiast pieczę nad stroną wizualną miał sprawować Rick Leonardi – rysownik, z którego pracami wcześniej jakoś szczególnie nie byłem zaznajomiony, tak więc nie wiedziałem czego się spodziewać.
Co ciekawe premiera pierwszego numeru przypadła na Wigilię – pomyślałem więc, że dostanę od DC idealny prezent na Gwiazdkę. Niestety, i piszę to z nieukrywanym rozczarowaniem, oznaczony jedynką zeszyt nowej serii na kolana nie powala, tak od strony graficznej jak i od strony fabularnej.
I właśnie od rysunków zaczynając, powiem, że Rick Leonardi zawodzi na całej linii. Widać w jego pracy masę niedoróbek, pośpiech i niedbałość o szczegóły. Fakt, co zauważyli recenzenci z amerykańskich stron internetowych traktujących o komiksach, Leonardi w dość ciekawy i płynny sposób ukazuje sceny akcji, ale co z tego, skoro te rysunki pozostają niedopracowane i miejscami wręcz odrzucają czytelnika od dalszej lektury. Na pewno nie pomagają dość kiepsko nałożone kolory. Odpowiadający za nie David Baron, przynajmniej u mnie, uznania jak na razie nie uzyskał. O tyle dziwi mnie fakt, że DC zdecydowało się powierzyć nowy tytuł co najwyżej średniemu rysownikowi, gdzie od lat polityka wydawania komiksów nakazuje wręcz rozpoczęcie nowej serii z rysunkami najwyższej klasy. Nie sądzę by prace Leonardiego były magnesem dla nowych czytelników.
Poziomem do warstwy graficznej, niestety, dorównuje także scenariusz Wolfmana. O ile zapowiedzi były jeszcze w miarę intrygujące, to już treść właściwa nie powala na kolana. Ot, standardowa opowieść o tajemniczym zdrajcy, którego tożsamość musi odkryć nasz główny bohater. Wszystko jest tu przedstawione bardzo pobieżnie, brak jakichkolwiek konkretów. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak opowiadanie detektywistyczne dla dzieci. Mamy tu wiele motywów gatunku, które jednak są mocno spłycone. Lektura nie wymaga zbyt dużego zaangażowania intelektualnego, całość jest dość lekka w odbiorze.
Zdaję sobie sprawę, iż jest to dopiero początek nowej, dużej historii, jednakże myślę, iż od pierwszego numeru czytelnicy mają prawo wymagać czegoś interesującego, czegoś co zachęci ich do stałego sięgania po ten tytuł. Tymczasem odniosłem wrażenie, że w całym tym numerze nie pojawiła się ani jedna scena, ani jeden wątek czy pomysł, którego wcześniej już nie widziałbym gdzieś indziej. Wtórność fabuły naprawdę zaskakuje biorąc pod uwagę dorobek twórczy i możliwości na jakie niewątpliwie stać Wolfmana.
Swoją drogą, wszystkie te elementy wyglądały o niebo lepiej w niedawnej mini serii o poprzednim Vigilante, którą stworzyli Bruce Jones i Ben Oliver. Aż dziw, że kierownictwo DC stwierdziło, iż nie warto kontynuować losów postaci z tamtej naprawdę świeżej i ciekawie pomyślanej historii. Choć z drugiej strony, przynajmniej jako całość tamta opowieść prezentuje się znakomicie.
Wracając jeszcze do oczekiwań, które wiązałem z tym tytułem, a które jak na razie nie znalazły potwierdzenia, to muszę przyznać, iż sądziłem, że Vigilante będzie naprawdę brutalnym i krwawym tytułem, a jak na razie to wszystko wygląda na przemoc w stylu PG-13. Naprawdę daleko nowemu Vigilante do pełnych przemocy serii w stylu The Punisher z imprintu MAX. Ponadto, choć wiadomo było, że seria ta będzie powiązana z głównym DCU, to jednak miałem nadzieję, iż nie uświadczę tutaj zbędnych elementów science-fiction, a tu zapowiadają występy, znanych z serii Teen Titans, Cyborga czy Jericho. No cóż, widać Marv musi sobie nawiązać do swoich ulubionych Tytanów. Oby jednak tych nawiązań było w przyszłości jak najmniej.
Tyle narzekania, co do pozytywnych aspektów, to muszę pochwalić DC za samą próbę wskrzeszenia jednej z najlepszych postaci lat 80-tych. Dobrze też, że nie jest to wskrzeszenie dosłowne jak to często ma miejsce w świecie komiksowym i że to nie Adrian Chase jest pod maską. O nowym Vigilante wiemy natomiast na razie tyle, iż nazywa się najprawdopodobniej Dorian i, że ma jakieś powiązania z Chase’em.
Ponadto dobrze, iż pojawiło się nawiązanie do wydarzeń z mini serii DC Universe: Decisions, która, choć powstała zapewnie tylko by zarobić dodatkowe dolary przy okazji wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, to była momentami nawet ciekawa. Cieszę się, iż ktoś zaserwował nam dalszą rozbudowę wątków z tamtej opowieści i mam nadzieję, że ułoży się z tego logiczna i interesująca całość.
Podsumowując, pierwszy zeszyt nowej serii o Vigilante, niestety, rozczarowuje. Brak mu czegokolwiek co zachęciłoby potencjalnych czytelników do regularnego sięgania po tą serię. Fabuła jest mało oryginalna, a rysunki prezentują dość niski poziom w porównaniu z pracami najlepszych artystów komiksowych. Jako że jest to jednak pierwsza część większej opowieści, to na pewno warto dać temu tytułowi kredyt zaufania. Być może historia ta będzie się lepiej prezentować jako całość. Na to liczę i mam nadzieję, że za dwanaście miesięcy też będę mógł sięgnąć po komiks o Vigilante.